Zmiana / El cambio

cambio
Grudzień 28th, 2014
|

(wpis Piotra)

Wyjeżdżając w tę podróż i podejmując decyzję o prowadzeniu tego bloga, przyjęliśmy założenie, że – w odróżnieniu od wielu blogów turystycznych –  nie będzie on subiektywnym pamiętnikiem z podróży, a raczej próbą dziennikarskiego opisu napotkanych wydarzeń. Jednak w obliczu wydarzenia, które miało miejsce przedwczoraj wieczorem, a które to prawdopodobnie sprawi, że na blogu pojawią się zmiany, jesteśmy chyba winni wszystkim, którzy tu zaglądają parę słów wyjaśnienia.

Chwila nieuwagi w trakcie odpoczynku między dwoma odcinkami długiej podróży z wybrzeża Peru do górskiego Cuzco, spowodowana głównie zmęczeniem, a może też uśpieniem czujności przez bardzo spokojny i bezpieczny pobyt w kurorcie Paracas, sprawiła, że zostaliśmy pozbawieni naszego „warsztatu dziennikarskiego” w postaci komputera i aparatu; i co gorsza większości nie opublikowanego jeszcze materiału z ostatnich 2-3 tygodni. Spodziewaliśmy się mozliwości zaistnienia obecnej sytucji od początku podrozy, mimo wszystko zupełnie nas ona zaskoczyła i nie do końca jeszcze do nas dociera.

Kiedyś wierzyłem, albo przynajmniej chciałem wierzyć, że wszystko, co nas w życiu spotyka ma jakiś sens. I choć w obecnej chwili ciężko otrząsnąć się z szoku, to chyba jednak nie pozostaje nam nic innego, jak tylko otworzyć się na to, jakie konsekwencje przyniesie to wydarzenie. Zbiegiem okoliczności utrata sprzętu zbiegła się w czasie z oddaniem przeze mnie ostatniego materiału ślubnego z tego roku. Z pewnością fakt konieczności poświęcenia sporej ilości czasu na retusz zdjęć i wysyłanie ich przy użyciu zazwyczaj kiepskiego Internetu do Polski sprawiał, że nie mogłem w pełni poświęcić się tej podróży. Czy dotyczyło to również prowadzenia przez nas niniejszego bloga? Z jednej strony bardzo cieszył nas fakt możliwości podzielenia się tym, co odkrywamy na nieznanym nam, i zapewne wielu z Was, kontynencie; z drugiej jednak wykonywanie „dziennikarskiej” pracy, konieczność łączenia się z siecią w celu publikacji postów, ich promocja na fb, czy w końcu (nie do końca skuteczne – jak się okazało) ciągłe myślenie o zabezpieczeniu wartościowego sprzętu po części na pewno oddalały nas od istoty podróży.

Ponad 10 lat temu, na początku studiów wybraliśmy się z trzema kumplami w szaloną podróż stopem po Europie. Mieliśmy po 100 euro w kieszeni, jeden aparacik typu „małpka” z dwoma kliszami w plecaku, i przez całą podróż chyba ani razu nie połączyliśmy się z Internetem. Mimo tego,  a może właśnie dzięki temu, była to chyba najpiękniejsza podróż w moim życiu. Byliśmy całkowicie otwarci na to, co przynosił nam los, a przyniósł wiele niesamowitych zdarzeń i napotkanych ludzi. Czasami w trakcie obecnej wyprawy wspominałem tamten wypad i trochę tęskniłem za tym szczególnym rodzajem „magicznej” percepcji zdarzeń, który nam towarzyszył, zastanawiając się, czy dziś, kilkanaście lat później, po czasie wielu życiowych doświadczeń, jestem w stanie zbliżyć się do tego odczuwania.

Mam chyba uzasadnione podejrzenie, że obecne czasy trochę nas od tego oddalają. Będąc w posiadaniu komputera, smartfona czy tabletu zawsze jest coś do zrobienia – można obejrzeć film, porozmawiać z kimś, zająć się porządkowaniem zdjęć, a w przypadku połączenia z siecią, wpaść w niekończący się strumień obrazów i, mniej lub bardziej ważnych, informacji. I choć wielu z nas wydaje się tęsknić za światem sprzed epoki wszechobecnej technologii i Internetu, to jednak większość przyjmuje ten stan za coś na tyle powszechnego i trwałego, że ciężko jest się z niego wyrwać (niektórym udaje się to bardziej niż innym, choćby tym nie posiadającym konta na fb).

Podobnie rzecz ma się, gdy myślałem nieraz o wykonywanych przez siebie fotografiach. Cieszę się bardzo z każdej pozytywnej opinii o blogu i zdjęciach, ale czy nie wpisujemy się nim w nurt produkowania zalewu obrazów, których konsumpcja niewiele wnosi do lepszego zrozumienia świata? Pamiętam, jak w trakcie studiów na ASP wpadła mi w ręce niezwykle ciekawa i przewidująca wiele zjawisk dotyczących kultury obrazu z kilkudziesięcioletnim wyprzedzeniem książka Susanne Sontag „O fotografii”. To niezwykle krytyczna w stosunku do medium fotograficznego pozycja,

które wg autorki z góry skazane jest na porażkę w kontekście przekazania jakiejkolwiek wiedzy, o tym, co utrwalone w kadrze.  Istotą poznania bowiem jest niezgoda i podważanie tego, co widzimy. Dała mi sporo do myślenia, nazywając wiele przeczuwanych, ale nie do końca nazwanych wątpliwości.

Wyjeżdżając w tę podróż zabraliśmy ze sobą ostatni numer weekendowego wydania Gazety Wyborczej. W Magazynie Świątecznym natrafiliśmy na bardzo ciekawy (i adekwatny) artykuł o przekraczaniu granic, nie tyle tych geograficznych, co bardziej tych mentalnych. Otwierając się na nowe doświadczenia, spoza codziennego, oswojonego i bezpiecznego świata – zarówno te pozytywne, jak i te negatywne – dajemy sobie szansę na osobisty rozwój, zmianę. Może przyniesie ona coś twórczego?

W trakcie tej podróży często podejmowaliśmy niepopularne decyzje, idąc trochę „pod prąd” podróżniczym trendom, choćby w chwili obecnej, gdy wszyscy polecają podróż na północ kontynentu, do tropikalnych klimatów Ekwadoru czy Wenezueli, a my kierujemy się na południe, do Patagonii. Czy taką decyzją byłoby też zrezygnowanie z zakupu nowego aparatu cyfrowego i komputera oraz zmiana formuły tego bloga lub nawet jego całkowite zaprzestanie? Ostał nam się jeszcze aparat analogowy oraz dyktafon, do tej pory Martyna nie dzieliła się efektami swojej plastycznej twórczości. Zastanawiamy się, co dalej. Z dużą otwartością wysłuchamy też Waszych rad czy przemyśleń.

Spotkaliśmy w trakcie podróżowania wielu „travellersów”, większość z nich podobnie do nas wyposażona była w aparat, część z nich też prowadziła bloga. Ale napotkaliśmy też kilku takich, którzy nie posiadając żadnych sprzętów wydawali się być w całości oddani drodze i płynąc „na fali”, autentycznie i głęboko przeżywali chwile uniesienia, choćby w trakcie tworzenia muzyki czy wspólnego celebrowania posiłków.

Na pewno żal straconego materiału, zarówno tego już wykonanego, jak choćby fotoreportażu z hucznego świętowania na plaży w Paracas pierwszego dnia świąt przez ludność z okolicznych wiosek, jak i tego, który mógłby jeszcze powstać. Ale jak powiedział kiedyś Andrzej Stasiuk, życie to strata jest i to piękna sprawa przepierniczyć jego część… W rzeczywistości może czas obcowania z pustką bez żadnych konkretnych zadań do wykonania to może czas naszego rozwoju? Czas zanurzenia się w tym, co nam się przytrafia?

Póki co z gorącego, pustynnego kurortu nad Oceanem przenieśliśmy się do mglistej i wilgotnej „Valle Sagrado” – świętej doliny Inków, gdzie planujemy m.in. zapoznać się z tradycyjnymi szamańskimi obrzędami. Na półmetku naszej podróży przyszedł czas, aby pożegnać się ze starym rokiem i przygotować na nadejście Nowego.

 

Leave a comment: