Petr Zelenka

petr
Styczeń 14th, 2015
|

Dlaczego przyjechałeś do Peru rok temu i teraz pojawileś się tu ponownie?

– Przyjechałem, bo byłem zainteresowany tzw. dietą, czyli tradycyjnym sposobem nauki przez kontakt z roślinami w peruwiańskiej dżungli.

– Nauki czego?

– Wszystkiego. Ciężko to dokładnie nazwać, ale w trakcie diety wiele iluzji znika z twojego umysłu, zaczynasz widzieć rzeczywistość w klarowniejszy i bardziej świadomy sposób. Nauce towarzyszy też proces uzdrawiania organizmu, te dwa procesy są ze sobą mocno powiązane.

W zeszłym roku odbyłem dwa krótsze okresy diety z dwoma różnymi curanderos – osobami z dużą wiedzą i doświadczeniem w pracy z roślinami, niektórzy błędnie nazywają ich szamanami, gdyż nie każdy curandero jest szamanem. W tym roku przyjachałem, aby odbyć 3-miesięczną dietę, ale niestety trafiłem do miejsca ze złą energią, nastawionego bardziej na zysk niż wartości duchowe, dlatego zdecydowałem się zrezygnować i poszukać innego curandero.

– Jak dokładnie wygląda taka kuracja?

– Przez cały czas jesteś sam, w dżungli, bez elektryczności, jedynie pod opieką curandero, który podaje ci różne rośliny, w zależności od tego, czego potrzebujesz. Jesz proste posiłki, gotowane banany, ryż, czasem quinuę i specjalny gatunek ryb. Bez soli, cukru, przypraw, mięsa, czy nawet większości owoców i warzyw.

Nie powinieneś czytać książek, uprawiać seksu, ani robić niczego, co zaprząta Twój umysł. Podstawowym celem diety jest oczyszczenie ciała i umysłu.

– Jakie to przeżycie?

– Dosyć trudne. Około trzeciego dnia pojawiają się myśli: „co ja będę tutaj robić, tu nic się nie dzieje”. Ale energia lasu jest bardzo silna, po kilku dniach zaczynasz odczuwać więź z roślinami, które przyjmujesz. Niektóre sprawiają, że śnisz inaczej, po niektórych wymiotujesz. Ale przede wszystkim jest to ciężka praca nad sobą samym.

– Możesz podzielić się jakimś doświadczeniem z diety?

– To są bardzo osobiste doświadczenia, ciężko o nich mówić. Pomyśl o nich, jak o pobycie medytacyjnym, gdzie nie rozmawiasz z nikim, jesteś sam ze sobą. Dieta jest czymś podobnym, tylko w tej konkretnej, andyjskiej tradycji „wegetalizmu”, czyli nauki poprzez rośliny. Czasem mam wątpliwości, podążając tą ścieżką, to element każdej drogi, ale chyba nie potrafiłbym z niej zejść. Mimo że nie jest prosta i wymaga wiele samodyscypliny.

– Co jest w niej najtrudniejszego?

– W trakcie diety możesz dotknąć wiele bolesnych tematów, których na co dzień nie chcesz widzieć. Ale dzięki temu możesz odnaleźć to, co przeszkadza ci być szczęśliwym. Dieta otwiera ci oczy na wiele rzeczy, pozwala zyskać nową perspektywę.

– Ale „życie jest łatwiejsze z oczami zamkniętymi” jak śpiewał John Lennon…

– Tak, chodźmy na piwo (śmiech). A poważniej, to w trakcie diety oswajamy się ze stratą, z cierpieniem. Jeśli zamykamy się na te stany, to w ciężkim momencie życia stajemy się bezsilni i bezradni. Umiejętność odczuwania bólu jest połączona z odczuwaniem miłości, to druga strona tego samego uczucia.

– Jakie zmiany zauważyłeś w sobie po pierwszych dwóch kuracjach?

– Dieta otworzyła dla mnie nowy wymiar rzeczywistości, jak całkowicie i w pełni cieszyć się tą chwilą, która trwa. Odkryłem coś, czego bardzo potrzebowałem.

W każdej głowie pojawiają się czasem negatywne emocje w stosunku do innych osób, jak nienawiść czy zazdrość. Sprawiają, że jesteś słaby. Musisz się pozbyć tych schematów, albo przynajmniej nie identyfikować się z nimi, bo możesz od tego zachorować. Cała nauka to po prostu próba bycia lepszym człowiekiem.

– Opowiedz nam coś o swojej karierze muzycznej.

– Byłem gitarzystą, gdy mieszkałem kilkanaście lat w Pradze i kilka w Paryżu. Grałem zawodowo od 16 roku życia, w wielu klubach i na wielu festiwalach, w całej Europie i na świecie. Gitara była moją miłością, nie potrafiłem spędzić dnia bez niej. Z perspektywy czasu widzę, że byłem od niej zależny, ograniczała moją wolność, była dużą częścią mojej tożsamości. Byłem w tej tożsamości dość bezpieczny, ale też mocno ograniczony. Muzyka była moją „klatką”.

To dość powszechny proces wśród muzyków. Gdy identyfikujesz się z jakimś stylem, zamykasz się na inne. Wielu jazzmanów, słysząc zespoły rockowe czy punkowe – ludzi, którzy nie grają zbyt dobrze na instrumentach, ale mają dużą energię – nie wiedzą jak się do tego odnieść. Dlatego zacząłem eksplorować inne obszary muzyczne w obrębie jazzu, który dla mnie nie ma granic. To muzyka, która powinna wyrażać wolność. W ten sposób powoli zacząłem wychodzić poza to, co ludzie nazywają jazzem.

– W stronę?

– W stronę czegoś eksperymentalnego, wolnej improwizacji. Aż do rozstania się z zawodową karierą muzyka. Wciąż kocham muzykę, ale kariera w tym obszarze jest zbyt schematyczna. Bardzo dużo czasu zajmuje chociażby organizacja występów.

– Dla niektórych wizja bycia na scenie przed publicznością, z którą dzielisz się swoją energią, jest bardzo pociągająca.

– To jest świetne przeżycie. Jednak w pewnym momencie, gdy zacząłem oddalać się od mainstreamowego grania, miałem coraz większe problemy z zorganizowaniem koncertów, więc tych momentów było coraz mniej. Wielu moich znajomych muzyków musiało podjąć się zawodu nauczyciela, więc ciężko było też umawiać się na próby. Nie cieszyło mnie też życie w mieście, zdałem sobie sprawę, że nie jestem szczęśliwy, że muszę odnaleźć swoją „duszę”, którą gdzieś zgubiłem po drodze.

– Znalazłeś?

– Szukam, cały czas szukam…

– Co się zmieniło, gdy rzuciłeś muzykę?

– Dużo rzeczy. Wciąż się zmienia, życie to ciągła zmiana.

– Zacząłeś pracować na Korsyce.

– Tak, sprzątając toalety na campingu, tak zarabiam większość pieniędzy.

– Lubisz tą pracę?

– Jest spokojna, w pięknym miejscu na odludziu, mieszkam i jem za darmo na campingu, więc mogę odłożyć fundusze na podróże. Zapraszam tam znajomych, pracuję tylko 3-4 godziny dziennie, więc mam dużo wolnego czasu na naukę języka czy medytację.

– Wyobrażam sobie, że nie jest łatwo przestawić się z bycia muzykiem, podziwianym przez publiczność, do pracy przy sprzątaniu toalet. Jak się z tym czujesz?

– Część motywacji do bycia muzykiem pochodziła stąd, że nie czułem się pewnie. Chciałem być podziwiany przez innych. Oczywiście była też motywacja związana z odkrywaniem muzyki i jej duchowego wymiaru, tego czym jest i co ci daje. Rodzi to dużo nadziei, ale i dużo frustracji… Zastanawiasz się, czy możesz dać coś prawdziwego swoim słuchaczom.

W chwili obecnej chiałbym być zwykłą, normalną osobą, żyć dobrym życiem, bez konieczności otrzymywania wyrazów wsparcia od innych ludzi, upewniających mnie, że jestem ok, że gram dobrze, że jestem ważny i znany, cały ten szajs (śmiech).

Praca przy toaletach to próba bycia skromnym, bycia „nikim”. Kiedy odkrywasz skarb, jaki masz w sobie, nie potrzebujesz żadnego zewnętrznego potwierdzenia, jak kariery czy rodziny, która jest z ciebie zadowolona. Jeśli zarabiasz na tyle, że wystarcza Ci na podstawowe potrzeby, żyjesz godnie, mieszkasz w przyjemnym miejscu, to nie potrzebujesz nic więcej. Ale wszyscy szukamy czegoś więcej i więcej…

Wciąż trochę taki jestem, ale szukam innych możliwości, gdzie mogę być na przykład sprzątaczem toalet czy kucharzem, czy kimkolwiek innym.

– Czy nie czujesz jednak, że trochę marnujesz swój talent i umiejętności, że powinieneś robić z nich jakiś użytek?

– Ciągle szukam możliwości używania tych umiejętności w sposób nie-egocentryczny. Każdy z nas ma w sobie bogactwo różnych umiejętności, wyjątkowy charakter i energię, które powinniśmy nauczyć się jak rozwijać i uwalniać.

Ja szukam spontaniczności bycia tym, kim jestem.

Leave a comment: