Gabriela

R1022354b
Kwiecień 25th, 2015
|

Gabrielę można zazwyczaj spotkać na miejskim tarasie z pięknym widokiem na Ocean Spokojny i port Valparaíso. Wychodząc z przystanku typowej dla tego miasta kolejki linowo-szynowej zwanej tu „windą”,  natrafiamy na jej kramik, w którym, na zmianę ze swoim chłopakiem, Kubańczykiem Arielem, sprzedaje notesy własnoręcznej produkcji.

Przez dwanaście lat Gabriela mieszkała w stołecznym Santiago, gdzie ukończyła wiele rękodzielniczych kursów – złotnictwa, biżuterii, ceramiki. Ostatnio odnalazła swoje miejsce w Valparaíso.

Dlaczego przeprowadziłaś się do Valparaíso?

Każde miasto jest inne, ale Valparaíso jest wyjątkowe. Leży na wybrzeżu, ma dostęp do morza, a przy tym jest dobrze skomunikowane z Santiago. Stolica natomiast jest maszyną pracy. Do „Valpo” przyjechałam bez posady, trochę na zasadzie przygody, po tym jak rozstałam się z moim ówczesnym partnerem, z którym mieszkałam w Belgii. To był czas, w którym chciałam odnaleźć coś lepszego w swoim życiu, lepsze powietrze i nowy rytm. Tutaj odnajduję nowe wartości, wydaje mi się, że odnalazłam tu swoje miejsce.

Od kiedy zajmujesz się produkcją notesów?

Ponad dwa lata temu poznałam sztukę oprawiania, później nauczyłam się spajania notesów haftkami. Jest to sposób bardziej mechaniczny i szybszy, dlatego pozwala mi na to, by poświęcić więcej czasu na zabawę kolorami, wzorami i stylem. Mogę robić to, co lubię, a jednocześnie sprostać wymaganiom rynku.

 Jakiego papieru używasz do swoich notesów?

Papier na okładki kupuję w specjalistycznym sklepie z papierami o wysokich gramaturach,  jest to dobrej jakości papier z recyklingu.  Papier, którego używam do wnętrza notesów, wytwarzany jest z drzew z terenów zalesianych.

Dlaczego wybrałaś introligatorstwo jako swoją ścieżkę zawodową?

Lubię ręczną pracę. Oprócz notesów szyję też ciuchy, wcześniej wytwarzałam ceramikę – filiżanki, talerze. Wiele lat temu zajmowałam się również grafiką tekstylną, zdobyłam nawet nagrodę stypendialną za pracę uszytą z torebek po herbacie. Potem jednak porzuciłam sztukę, nie lubię konkurować z innymi, organizować wystaw. Ostatnio zaczęłam za to serię warsztatów introligatorskich i szycia, żeby podzielić się z innymi tym, czego się nauczyłam. Potrzebuję już wakacji (śmiech).

Valparaíso w dużej mierze dzięki artystom zyskało wyjątkowy charakter miasta, ale wydaje się, że niekoniecznie oni sami czerpią największe korzyści z rozwijającej się tu turystki.

To prawda, w Chile jest wielu artystów, ale nie mają łatwego życia. Większość z nich zmuszona jest do pracy nie w swoim zawodzie lub przynajmniej do podejmowania dodatkowych zajęć, na przykład w postaci prowadzenia zajęć plastycznych.

Projekt notesów dobrze prosperuje?

Tak, choć to dla mnie nowa sytuacja. Rok temu zostałam bez grosza, a musiałam zapłacić czynsz, więc poszłam do centrum, usiadłam pod drzewem i rozłożyłam kocyk z notesami. Od tamtego czasu za namową przyjaciół sprzedawałam je regularnie, aż dostałam pozwolenie na sprzedaż ze stoiska.

Nie było to proste, bo urzędnicy zezwalają na sprzedaż typowych pamiątek, jak kolorowe domki lub miniatury kolejki, a ja z moim projektem spotykałam się wielokrotnie z odmowami. Na szczęście moja praca spodobała się w Muzeum Sztuk Pięknych i ostatecznie to tam otrzymałam zezwolenie.

Chcecie w dalszym ciągu sprzedawać notesy na ulicy czy macie inne plany?

Naszym marzeniem jest kupić minivana, żeby móc podróżować i w podróży sprzedawać nasze notesy, nie chcielibyśmy pozostać niewolnikami tego miejsca. Sprzedaż uliczna nie jest prosta, w przyszłości może uda nam się otworzyć sklep. Na ulicy sprzedajesz trochę po cygańsku (śmiech). Stajesz się częścią życia ulicznego i to jest piękne, ale nie na całe życie.

Czy chilijscy artyści poruszają temat tożsamości? W historii Ameryki Południowej panowało duże zamieszanie społeczne i kulturowe, pojawiły się ogromne wpływy z innych krajów, czy ty  czujesz się Chilijką i co to dla Ciebie znaczy?

Mogę stwierdzić z perspektywy ludzi, którzy mnie otaczają, że nie ma dużego poczucia tożsamości związanego z krajem. Wręcz przeciwnie, ludzie często negują swoich przodków, pochodzenie i rdzenną kulturę. Z każdym dnie te kwestie stają się coraz bardziej obce. Ja czuję się Chilijką, ale nie utożsamiam się zupełnie z tym, co dzieje się w tym kraju, więcej jest spraw, które mi przeszkadza niż tych, które mi się podobają. Nie ma dużego wsparcia państwa, edukacja jest bardzo droga, pensje są niskie, ludzie nie dbają o Ziemię, o siebie samych, o odżywianie…

Prawie nie ma ludności czysto indiańskiej w Chile. Czy ty masz korzenie europejskie?

Tak, zostaliśmy skolonizowani przez Hiszpanów, moje nazwisko brzmi Alvarez Cabello. Gdy odwiedziłam kiedyś Granadę spotkałam tam tancerkę o imieniu Daniela Alvarez i wiele osób z nazwiskiem Cabello. Czułam się w intuicyjny sposób bardzo mocno związana z tym miejscem. Było mi dobrze. Muzyczne wibracje przenikające do mojego ciała wydawały mi się bardzo bliskie! Chociaż nigdy nie robiłam drzewa genealogicznego, najprawdopodobniej to w Hiszpanii odnalazłabym swoich przodków. Moich rodziców nigdy nie obchodziło ich pochodzenie, oni nie mają silnego związku nawet ze swoimi dziećmi. Choć w Chile generalnie rodzina jest bardzo ważna.

Czy kraj jest bardzo konserwatywny?

Tak, ale po cichu. Ludzie bardzo się boją, również ze względu na to, że wciąż mają w pamięci czasy dyktatury Pinocheta. Wydaje mi się, że w tym sensie Chilijczycy są konserwatywni, zachowują ciszę, nie mówią tego, co myślą, zachowują się tak, jak wydaje im się, że powinno się zachowywać, jak wypada. Ale poza tym żyją też bardzo na pokaz, chcą zbudować swoją pozycję społeczną poprzez posiadanie domu, samochodu, iPhone’a. To nie jest moja filozofia i osobiście nie chcę być jej częścią.

Czy w takim razie myślisz, że ludzie w Chile są szczęśliwi?

Gdy sobie coś kupują – tak. Jest to jednak bardzo krótkotrwałe szczęście. Myślę, że jesteśmy przyzwyczajeni do takich właśnie malutkich dawek szczęścia lub przyjemności. Jeśli mówimy na przykład o odżywianiu, to taką małą przyjemnością jest kawa czy czekolada. Nie potrafimy jednak żyć w taki sposób, żeby dbać o siebie regularnie i harmonijnie. Jeśli regularnie dobrze się odżywiam, to przedłużam sobie to poczucie szczęścia, rozciągam je na dłuższy czas. W temacie pracy jest podobnie, jeśli robisz to, co naprawdę Ci się podoba, dajesz sobie szansę, żeby być szczęśliwym nie tylko przez chwilę. Ja walczyłam całe życie o to, żeby być niezależna.

Opłacało się?

Oczywiście! Żyjemy w systemie, w którym nigdy nie jesteśmy do końca wolni, trzeba dostosować się do różnych norm i zaakceptować ograniczenia, ale przynajmniej mogę mówić, to co myślę i jestem swoją własną szefową. Nie wiem, czy istnieje pełna wolność…  Nawet żyjąc w jakiejś niezależnej komunie, musisz myśleć o utrzymaniu się. Życie jest pracą. Czasem czuję się wolna dzięki temu, co robię, ale… muszę zadzwonić do mamy na Nowy Rok, żeby nie było jej przykro (śmiech). Sprawy emocjonalne również cię wiążą.

W takim razie czym jest dla ciebie szczęście?

Myślę, że możliwością dbania o siebie samą, oddawania się robieniu tego, co lubię, szukałam tego bardzo długo. Dlatego jestem w Valparaíso. Tu też jest wiele problemów, na przykład śmieci są rozrzucane po całym mieście, chciałabym się zająć rozwiązywaniem tych spraw. Myślę, że zaangażowanie się w projekty społeczne też pomagałoby mi być szczęśliwą.

Chcę również cały czas uczyć się, rozwijać, mieć czas dla siebie, żyć z dala od zgiełku i hałasu, słuchać swojej intuicji i swoich emocji… Potrzebuję różnych rzeczy materialnych do szczęścia, lecz jest wiele spraw dużo bardziej fundamentalnych, jak relacje z bliskimi, komunikacja czy praca nad swoimi słabościami.

R1022322b R1022346 R1022337b R1022364 R1022552 R1022555  camino

Leave a comment: